Pan leśniczy, diabeł i łotrzyki

Pan Gajowy codziennie się spieszy. W lecie jeździ na rowerze, ale w zimie, kiedy napada dużo śniegu, ma trudniej. Potrzebowałby szybszych biegówek, żeby zdążyć wszystko załatwić. Bo Pan Gajowy opiekuje się ścieżkami edukacyjnymi i miejscami, które są pod ochroną. Do tego wytycza szlaki rowerowe, nartostrady i trasy biegowe, decyduje, gdzie najlepiej będzie postawić tablice informacyjne, gdzie wybudować turystom miejsca do odpoczynku. Dlatego tak często można oglądać Pana Gajowego w Karkonoszach, a także w lasach i na łąkach Przedgórza.

Jeszcze do niedawna największym zmartwieniem Pana Gajowego byli zbóje. Nie wiecie, o kim mowa? No przecież o wszystkich tych, którzy rzucają w górach plastikowe butelki i opakowania od batoników, depczą rośliny, które są pod ochroną, zanieczyszczają źródełka i wodę w potokach. A także o tych, którzy jeżdżą po lasach i górskich zboczach na motorach, quadach i skuterach i mażą po mapach i tablicach informacyjnych.

Pan GajowyA wszystkiemu winien Czort. Przez całe lata z zazdrością zaglądał do ogródka Karkonosza w dolinie Obrzi Dul. Szczególnie wiosną, kiedy zakwitała tam rzadka sasanka. Czort tak strasznie chciał mieć taką sasankę! Wypróbował wszystkie chyba lucyferskie czary-mary, ale cennego kwiatka na czartowskiej rabatce nie doczekał się.

W końcu powiedział sobie ten rogaty zazdrośnik, że jeśli on nie może mieć upragnionej roślinki, to przynajmniej Karkonoszowi solidnie osłodzi te ogródkowe radości. I zaczął obchodzić po nocach schroniska górskie. Ze śpiących tam turystów wybierał sobie niektórych i szeptał im w ucho różne złe rzeczy. A rano turyści budzili się jako zbóje. A im więcej szkód narobili w Karkonoszach, tym bardziej bolało to Karkonosza. Czart tylko zacierał ręce.

Pan Gajowy starał się, jak mógł. Ze wszystkich sił pomagała mu też Sójka, która raportowała, gdzie zbóje właśnie grasują. Ich położenie zgłaszała też strażnikom Parku. Ale nic to nie pomagało – zbóje ciągle mieli przewagę.

Aż pewnego razu Pan Gajowy wpadłszy na pomysł, krzyknął:
– Dlaczego uganiam się za zbójami, kiedy wiem, kto tak naprawdę za tym stoi?
I jeszcze tej samej nocy poczyhał na wracającego do domu Czarta. Złapał go, związał i przykuł do skały w szczelinie skalnej. Po krótkiej chwili ścieżką wiodącą tuż nad skalną szczeliną przechodził Karkonosz. Noc była piękna, Duch Gór patrzył w gwiaździste niebo. Nagle potknął się o duży głaz, który potoczył się w dół zbocza aż w miejsce, gdzie przykuty był Czart. Wejście do szczeliny zostało na zawsze zamknięte.

Od tego czasu zbójów w Karkonoszach i na Przedgórzu jest z roku na rok coraz mniej. Zostają tylko ci najbardziej zatwardziali. Ale także z tymi Pan Gajowy umie sobie radzić. Żaden mu nie ucieknie – szczególnie od kiedy doczekał się szybszych, odrzutowych biegówek, które podarował mu Karkonosz.

A uwięziony piekielnik? Ze złością pluje ogniem w środku skały, na którą odtąd mówi się Czarcia Skała. Poznać ją można po tym, że ani na otaczającym ją jagodniku, ani na niej, nawet podczas największych mrozów nie utrzymuje się lód i śnieg.

Ostatnie aktualności
Złóż sobie puzzle Chcę inny obraz