Karkonoskie historie

Jak się spotkali

Hanka mieszkała w pewnym pięknym miasteczku na granicy Karkonoszy i ich Przedgórza. Kiedy urodził jej się synek Wojtuś, była najszczęśliwszą z mam. A kiedy niemowlę podrosło i zaczęło trochę gaworzyć – przyszedł czas na opowiadanie bajek przed snem. Wojtusiowi najbardziej podobały się bajki o Karkonoszu. Ciągnął mamę za warkocze i prosił: – Kajkonos, Kajkonos! A mama opowiadała. W końcu Wojtuś wymyślił, że nie tylko chce słuchać o Karkonoszu, ale musi Karkonosza też zobaczyć. Codziennie prosił, jęczał, błagał. Nie mówił o niczym innym.

Krakonoš a přáteléJednej więc letniej niedzieli wybrali się w góry. Tata, który pracował na wyciągu na Medwiedin, wwiózł ich na górną stację. Tam Hanka włożyła synka do przyczepionego za rowerem wózka, sama wsiadła na rower – i pojechali. Pedałowała z wysiłkiem, na rozdrożach skręcała – to w lewo, to w prawo. Po drodze mijała wielu turystów, ale żaden nie umiał jej powiedzieć, gdzie można znaleźć Karkonosza. Wytrzęsiony na wertepach Wojtuś w końcu zasnął.

Było już późne popołudnie, kiedy Hanka wjechała na Złote Wzgórze. Rozejrzała się wokół – i kogo zobaczyła? Pan Gajowy! No on z pewnością będzie wiedział, gdzie znaleźć można Karkonosza. Ale Pan Gajowy minę miał niepewną. – Karkonosz jest jak wiatr – prawił. – Raz jak zefi rek, kiedy indziej jak wichura. Nikt nie wie, gdzie się pojawi…

Jakby w odpowiedzi na te słowa, nagle zerwał się wiatr. Hanka i Pan Gajowy musieli na chwilę zamknąć oczy, żeby nie naleciało im do nich piachu. Kiedy je otworzyli, stał przed nimi. Brodaty, potężny, w jednej ręce trzymał długą fajkę, w drugiej kostur, wysoki jak młody świerczek. Do tego nagle – jakby znikąd – przyleciała Sójka i usiadła Karkonoszowi na ramieniu.

Duch Gór podrapał się po brodzie i zadudnił: – Dobrze, że się spotkaliśmy! W Karkonosze przyjeżdża coraz więcej ludzi. Chcecie, żeby cieszyli się z przyrody, ale żeby jej nie szkodzili? Żeby podziwiali nasze miasta i wsie? Pan Gajowy i Hanka gorliwie przytaknęli kiwając głowami, a Sójka twierdząco zatrzepotała skrzydłami.

Dobry duch i władca gór i przedgórza pokiwał głową: – Dobra, będziecie więc moimi pomocnikami! I od razu zaczął wyznaczać każdemu jego zadania. Sójka otrzymała nowoczesny telefon i tablet. Do tego dodał jej radio z zasięgiem aż do nieba. Pan Gajowy otrzymał rower górski, rakiety śnieżne i narty.

A Hanka? – Hanko, teraz masz dużo pracy, musisz zajmować się synkiem, – powiedział Karkonosz. – Ale jak już Wojtuś trochę podrośnie, to coś się dla ciebie znajdzie. Pogłaskał obudzonego już i mrugającego w zadziwieniu malca i machnął szerokim kapeluszem z zatkniętą zań gałązką jarzębiny. Hance zakręciło się w głowie. Kiedy oprzytomniała – była z powrotem w domu. Wojtuś niewyraźnie mamrotał: – Dziadek, Kajkonos!

W tej samej chwili Karkonosz stał na szczycie Śnieżki, z góry oglądając swe włości. Cieszył się, że jednego dnia udało mu się pozyskać troje tak zdatnych pomocników.

Ostatnie aktualności
Złóż sobie puzzle Chcę inny obraz